Szlak Orlich Gniazd. Jak przejść pieszo wzdłuż najpiękniejszych warowni jurajskich bez namiotu w 6-8 dni?

zamek mirów szlak orlich gniazd

Szlak Orlich Gniazd… Czy na te słowa kiedykolwiek wyobraziłeś_aś sobie ścieżkę otoczoną ogromnymi ptasimi gniazdami, z krzykiem drapieżnych ptaków krążących nad głową? Ja tak. Miałam wtedy kilka lat, i choć wizja okazała się błędna, szlak utkwił mi w głowie, jako fascynujący kierunek wyjazdu.

Na 30ste urodziny postanowiłam, że nadszedł czas się z nim zmierzyć. Spakowałam plecak i rzuciłam sobie w prezencie wyzwanie. Przejść Szlak Orlich Gniazd pieszo w 6 dni.

Jak było?

Fantastycznie.

Mam na swoim koncie również Mały Szlak Beskidzki (relacja tutaj), więc mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. Ale i tak orle gniazda mnie zaskoczyły 🙂 Szlaki długodystansowe pokonuję bez namiotu, śpię w agroturystykach na trasie. I mam nadzieję, że moje doświadczenie pomoże Ci zaplanować Twoje przejście.

Szlak Orlich Gniazd w liczbach – oficjalnie vs moje przejście

Dystans oficjalny: 164 km

Mój dystans z zegarka (z dojściem do noclegów, sklepów itp.): 181 km z podziałem dziennym: 37 / 28 / 23 / 39 / 26 / 28 km.

Przewyższenie według mapy: 2 489 m z podziałem dziennym 383 / 387 / 406 / 619 / 298 / 396 m

Czas przejścia: 45 godzin według mapy, czas z zegarka wyniósł w sumie 51,5 godziny w 6 dni.

Spalone kalorie: 14 694 kcal

Szlak Orlich Gniazd – dla kogo?

Pieszy Szlak Orlich Gniazd względu na niewielkie przewyższenia nada się dla osób, które dopiero zaczynają przygodę ze szlakiem długodystansowym. Technicznie szlak nie jest trudny, a jedynym wyzwaniem na trasie są dystanse.

Jeśli lubisz wycieczki piesze, interesują Cię zamki i warownie, a na co dzień jesteś aktywny_a, szlak będzie dla Ciebie odpowiedni.

Przed wyprawą na szlak długodystansowy polecam wybrać się gdzieś z plecakiem na weekend. Zrozumiesz wtedy, jak ważne jest zminimalizowanie wagi plecaka 🙂

Szlak Orlich Gniazd – zamki i atrakcje

Bezpośrednio na pieszym Szlaku Orlich Gniazd znajdziesz 11 zamków:

  • Olsztyn,
  • Ostrężnik,
  • Mirów,
  • Bobolice,
  • Bąkowiec w Morsku,
  • Ogrodzieniec,
  • Pilcza w Smoleniu,
  • Bydlin, Rabsztyn,
  • Pieskowa Skała,
  • Ojców.

W pobliżu szlaku znajduje się też Jasna Góra, Wawel i zamek w Korzkwi.

Inne atrakcje, jakie miniesz to:

  • Częstochowa – Stare Miasto,
  • Złoty Potok – Pałac Raczyńskich,
  • Dolina Wiercicy,
  • Skały Kroczyckie,
  • Góra Zborów,
  • Okiennik Wielki,
  • Gród na górze Birów,
  • Pilica – ruiny pałacu,
  • Dolina Wodącej,
  • Ojcowski Park Narodowy.

Śląska część szlaku posłużyła mi za materiał przy pracy nad autorskim przewodnikiem po województwie śląskim, w którym znajdziesz ponad 50 pomysłów na wycieczki jednodniowe, weekendowe i dłuższe urlopy. Urodziłam się, wychowałam i mieszkam w Katowicach. Odbyłam setki podróży po województwie i odkryłam w nim perełki, o których nie masz pojęcia 🙂 Trwa przedsprzedaż przewodnika z najlepszymi możliwymi cenami – zachęcam, żebyś sprawdził_a, bo takie ceny się już nie powtórzą.

Szlak Orlich Gniazd pieszo – w którą stronę iść?

Myślę, że kierunek nie ma znaczenia. Żaden nie jest trudniejszy, ani łatwiejszy.

Ja zdecydowałam iść z Częstochowy do Krakowa, bo… autobusy z Krakowa do Katowic jeżdżą co 15 minut i wiedziałam, że nie będę miała najmniejszego problemu z powrotem do domu 🙂

Dobrze oceniam swój wybór, choć jednocześnie wydaje mi się, że jest mniej popularny.

Więc zależy od Ciebie 🙂 Ja polecam skończyć szlak w miejscu, z którego łatwiej będzie Ci wrócić do domu.

Szlak Orlich Gniazd – noclegi

Ja na noclegi zatrzymałam się kolejno w Częstochowie, Złotym Potoku, Hucisku (2 km od szlaku), Podzamczu, Rabsztynie i Woli Kalinowskiej (1,5 km od szlaku). W tych miejscowościach łatwo było mi znaleźć i zarezerwować zakwaterowanie przez booking.

Linki do noclegów w tym poście są linkami afiliacyjnymi. To znaczy, że jeśli zarezerwujesz pobyt korzystając z mojego linka, ja dostanę drobną prowizję bez różnicy w cenie dla Ciebie. Jeśli z nich skorzystasz, serdecznie dziękuję!

dorota

Nocleg 1: Częstochowa – Stacja Centrum

Nocleg 2: Złoty Potok – Złoty Jeleń

Nocleg 3: Hucisko – Ostoja Jurajska

Nocleg 4: Podzamcze – Pokoje pod Zamkiem

Nocleg 5: Rabsztyn – Zajazd Podzamcze

Nocleg 6: Wola Kalinowska – Willa Różana

Inne miejscowości przy szlaku, w których znajdziesz nocleg to Olsztyn, Mirów i Bobolice, Pilica, Borek i Golczowice, Sułoszowa.

.

Szlak Orlich Gniazd – trasa piesza z podziałem na dni

Dzień 1: Częstochowa – Złoty Potok

34,5 km i 382 m przewyższenia wg mapy / 37 km z zegarka

Czas z zegarka: 9h32min

Zamki i atrakcje po drodze: Zamek Olsztyn, Pałac Raczyńskich w Złotym Potoku

Nogi same niosły mnie przez pierwsze kilometry na wyjściu z Częstochowy. Oto zaczyna się kolejna piesza przygoda – prezent ode mnie dla mnie na 30ste urodziny!

Zgodnie z tym, czego się spodziewałam pierwsze kilka kilometrów ciągnie się wzdłuż asfaltowych dróg. Po około 7 kilometrach zaczął się malowniczy las, a ja odetchnęłam pełną piersią i cieszyłam się ciszą. Weszłam do parku krajobrazowego Orlich Gniazd, minęłam rezerwat Zielona Góra. Były najbardziej upalne dni lipca, więc już przed południem słońce zaczęło palić mi skórę i wyciskać znaczne ilości potu.

Po 17 kilometrach dotarłam do pierwszego zamku na trasie – Olsztyna. Choć z samej budowli zachowała się jedynie wieża i fragmenty murów, całe wzgórze zamkowe prezentuje się malowniczo z wyrastającymi tu i tam ostańcami skalnymi. Na wieży zamkowej znajdziesz punkt widokowy – ja odpuściłam, żeby oszczędzać energię. Wybrałam mrożoną kawę na jedynej zacienionej ławce w okolicy 🙂 Zimny napój pomógł mi się zregenerować i zebrać energię na dalszą wędrówkę w upale.

Szczególnie kiedy szlak szedł przez pola, duszne powietrze oklejało mnie ciepłą chmurą, jak w saunie. Na szczęście pola przeplatały się z leśnymi drogami, na których oddychałam pełną piersią. Po dotarciu do Złotego Potoku, odpoczęłam z widokiem na pałac Raczyńskich i skierowałam się do sklepu, żeby uzupełnić zapasy jedzenia na kolejny dzień.

Po 37 kilometrach zmęczona, ale dumna i w zaskakująco dobrej kondycji zameldowałam się przy noclegu w Złotym Jeleniu.

Alternatywne rozplanowanie dnia: Jeśli nie chcesz pokonywać tak długiego dystansu, podziel dzień na pół z noclegiem w Olsztynie.

Dzień 2: Złoty Potok – Hucisko

23,5 km i 388 m przewyższenia wg mapy / 28 km z zegarka z dojściem do noclegu, który był oddalony o 2 km od szlaku

Czas z zegarka: 7h35min

Zamki i atrakcje po drodze: Dolina Wiercicy, zamki Ostrężnik, Mirów i Bobolice, skały Kroczyckie

Rano obudziłam się w gorszym stanie niż zasnęłam poprzedniego dnia.

Nogi bolały, ramiona protestowały przed założeniem plecaka. Po krótkiej sesji rozciągania ruszyłam na szlak i na szczęście wspaniałe widoki, jakie oferuje Dolina Wiercicy pozwoliły mi zapomnieć o zmęczeniu.

Po około 5 kilometrach dotarłam do Jaskini Ostrężnickiej i pozostałościach po zamku Ostrężnik – najbardziej tajemniczej jurajskiej warowni. Jedyną pamiątką po zamku są pojedyncze fragmenty murów, a historia warowni jest nieznana.

Dłuższy odpoczynek zaplanowałam dopiero po 15 kilometrach przy zamku Mirów, ale mój organizm miał na ten temat inne zdanie. Domagał się przerw co pół godziny, a upał, który rozpanoszył się już od samego rana nie pomagał. Jak się później okazało, to był jeden z najcieplejszych dni tego lata, a temperatury przekraczały 35 stopni.

Choć odpoczywałam regularnie, do zamku doczłapałam skrajnie zmęczona i przegrzana. Po wejściu na błonia znalazłam cień pod malowniczym ostańcem, którego uroku nie miałam siły docenić. Zdjęłam buty, zjadłam kanapkę, napiłam się i… usłyszałam charakterystyczne siorbanie oznaczające koniec wody w bukłaku! Poprzedniego dnia woda z bukłaka wystarczyła mi na 25 kilometrów, a teraz skończyła się już po 15! Wszystko przez słońce, które od rana bezlitośnie paliło mi skórę. Miałam jeszcze litr wody w zapasie, ale zmartwiłam się, czy wystarczy mi do końca dnia.

Zwiedzanie zamku Mirów ogranicza się do błoni, więc po krótkiej sesji zdjęciowej ruszyłam dalej. Inaczej sprawa ma się z Bobolicami, których wnętrza udostępnione są zwiedzającym. Co pół godziny w sezonie turystycznym przewodnik zaprasza grupę do wspólnego zwiedzania. Ja znów odpuściłam wnętrza – obawiałam się, że nie starczy mi energii do końca dnia.

Ostatnie 10 kilometrów okazało się walką z samą sobą. Upał potęgowany przez asfaltowe drogi i zmęczenie sprawiały, że odpoczywałam co pół godziny, a pot i tak lał mi się z głowy bez przerwy. W miejscowości Zdów odbiłam kilkaset metrów ze szlaku do sklepu po jedzenie na kolejny dzień. Kupiłam też zimny, słodki napój i loda. Myślę, że dzięki ich zbawiennej mocy dokończyłam tego dnia szlak. Pomogły też widoki, jakie oferuje szlak wśród Skał Kroczyckich.

W miejscu, w którym czerwony szlak krzyżuje się z żółtym zeszłam z trasy, aby po 28 kilometrach marszu dotrzeć do noclegu w Hucisku. Dawno nie byłam tak ekstremalnie zmęczona upałem dziękowałam niebiosom, że na dziś już koniec. Za to Ostoja Jurajska okazała się niezwykle klimatyczna i pozwoliła mi fantastycznie zregenerować siły 🙂

Alternatywne rozplanowanie dnia: Uważam, że to dobrze rozplanowany dzień i niczego bym nie zmieniła. Przemyślałabym zakwaterowanie w ośrodku wczasowym Orle Gniazdo – znajduje się o kilometr bliżej szlaku niż Ostoja Jurajska. Ale na pewno nie był równie klimatyczny 🙂

W razie potrzeby, kilka kwater znajdziesz w okolicy zamków Mirów i Bobolice.

Dzień 3: Hucisko – Podzamcze

20,5 km i 421 m przewyższenia wg mapy / 23 km z zegarka

Czas z zegarka: 6h53min

Zamki i atrakcje po drodze: Góra Zborów, Zamek Bąkowiec w Morsku, Okiennik Wielki, Gród na Górze Birów, Zamek Ogrodzieniec

Po trudnym dniu obudziłam się w dobrej formie. Okolice Ostoi Jurajskiej otacza idealna CISZA. Dla mnie, mieszkającej niemal cale życie w Katowicach to niecodzienne doświadczenie 🙂 Dziś czekał mnie najkrótszy dzień, ale zarazem najbardziej wypełniony atrakcjami.

Pierwsze 2 km marszu pozwoliły mi wrócić do Szlaku Orlich Gniazd, a chwilę później już cieszyłam się wspaniałymi widokami, jakie oferuje Góra Zborów. Wznosi się na 462 m.n.p.m. i wchodzi w skład pasma Skał Kroczyckich. Ze szczytu zobaczysz wspaniały widok na jurajski krajobraz i formy skalne, w których przy odrobinie wyobraźni dostrzeżesz zwierzęta lub ludzi. Na szczycie poświęciłam kilkanaście minut na sesję zdjęciową i nagrywanie materiału na TikToka (zapraszam, @weekendowka 🙂 )

Niecałe 4 kilometry dalej czekał na mnie zamek Bąkowiec w Morsku, a za kolejne 4 kilometry malowniczy ostaniec skalny z otworem, od którego wziął swoją nazwę – Okiennik Wielki. Lubię fragment trasy od zamku Bąkowiec do Okiennika – pokonywałam go już kilkukrotnie, często wybieram go na jesienny, nawet listopadowy spacer 🙂

Od Okiennika w stronę Podzamcza prowadzi mieszanka przyjemnej drogi przez las, asfaltu i… ekstremalnie nieprzyjemnych fragmentów piasku. Grzęźnięcie w sypkim piasku jest ostatnią atrakcją, na jaką miałam ochotę niedaleko od celu dzisiejszej wycieczki… Ale może powinnam się przyzwyczajać, skoro po cichu marzę też o przejściu wybrzeżem Bałtyku? 😉

Do grodu na Górze Birów dotarłam zmęczona i nie miałam ochoty na zwiedzanie… ale zależało mi, bo nigdy wcześniej nie byłam w zrekonstruowanym grodzie, na wzór osady, która funkcjonowała w XII wieku w miejscu, gdzie dziś stoi zamek Ogrodzieniec.

Z żałosną miną zapytałam w kasie, czy przechowają mi plecak, który wtedy zdawał się ważyć 40 kilogramów… Musiałam wyglądać wystarczająco żałośnie, bo zgodzili się bez problemu 🙂 I to był strzał w dziesiątkę – spacer po zabytkowym grodzie bez obciążenia pozwolił mi się zregenerować i cieszyć zwiedzaniem.

Koniec mojej trasy tego dnia wyznaczał zamek Ogrodzieniec. Nie wchodziłam na błonia, bo odwiedziłam je już wielokrotnie i nie lubię ich w szczycie sezonu wakacyjnego. Zatrzęsienie plastikowych pamiątek i kiepskiej jakości jedzenia według mnie odbiera zamkowi urok 😉 Zrobiłam zakupy, zjadłam obiad i odpoczywałam w Pokojach pod Zamkiem, żeby zebrać siły na nadchodzący, najtrudniejszy dzień na szlaku…

Alternatywne rozplanowanie dnia: To dobrze rozplanowany dzień i niczego bym nie zmieniła. Choć aby skrócić kolejny dzień przemyśl wydłużenie trasy o dodatkowe 10 kilometrów i dojście do Pilicy. Ale o tym więcej przy opisie kolejnego dnia.

Dzień 4: Podzamcze – Rabsztyn

37 km i 622 m przewyższenia wg mapy / 39,5 km z zegarka

Czas z zegarka: 11h

Zamki i atrakcje po drodze: Zamek Pilcza w Smoleniu i Dolina Wodącej, Zamki Bydlin, Rabsztyn

Budzik zadzwonił już o 4:30 rano. Wiedziałam, że tego dnia mam do pokonania najdłuższy dystans, a nie lubię, kiedy goni mnie wieczór.

Na szlaku zameldowałam się kilka minut po 5 rano. Przywitałam się z Ogrodzieńcem – takiego go lubię. Wczesnym rankiem nikogo wokół nie było, a spośród murów zamkowych razem z mgłą wypływała atmosfera tajemniczości… Choć wiedziałam, że mam do pokonania mnóstwo kilometrów, przez pół godziny patrzyłam na zamek, robiłam zdjęcia i cieszyłam się czasem z nim sam na sam.

Kolejne 10 kilometrów ciągnęło się przez pola, które przemoczyły mi budy przez poranną rosę – i lasy, w których panował przyjemny chłód. Dotarłam do miejscowości Pilica, gdzie w pobliżu szlaku zobaczysz zamek (pałac) wybudowany przez właściciela pobliskiego zamku Pilcza w Smoleniu. Chciał zamienić niemodną średniowieczną twierdzę na późnorenesansową rezydencję 🙂 Ja nie schodziłam ze szlaku, aby nie nadrabiać drogi, ale i tak moim oczom ukazały się fortyfikacje otaczające pałac.

5 kilometrów dalej dotarłam do zamku Pilcza. Nauczona doświadczeniem poprzedniego dnia, znów przybrałam odpowiednio żałosną minę i zostawiłam plecak w kasie, aby zwiedzać bez obciążenia 🙂 Nazwa zamku nawiązuje do rzeki i miejscowości Pilica, którą według źródeł z XIII wieku określano – Pilcza. Historykom brakuje wystarczających źródeł, aby określić z pewnością kto i kiedy zlecił budowę zamku. Prawdopodobnie murowany zamek powstał w połowie XIV wieku, choć możliwe, że wcześniej w tym miejscu funkcjonowały fortyfikacje drewniane. Dziś zamek funkcjonuje jako stała ruina, w obecnej formie po remoncie z 2015 roku – i obok Olsztyna, Mirowa i Ogrodzieńca stał się jednym z moich ulubionych zamków na szlaku.

Gorąco polecam odwiedziny w zamku i w znajdującej się niedaleko Dolinie Wodącej.

Na jej terenie wznoszą się 32 wzgórza rozdzielone dolinami zwanymi „wodącymi”. Szlak Orlich Gniazd biegnie przez dolinę obok imponującej skały Biśnik. Nazwa pochodzi od słowa „bies”, a legenda głosi, że w jaskini w skale znajdują się wrota do piekła… Nie martwcie się, przypadkowe wpadnięcie w objęcia czarta wam nie grozi – wstęp do jaskini jest wzbroniony i ogrodzony kratą.

Za Doliną Wodącej kończy się województwo śląskie, a zaczyna małopolskie. Zerknęłam na telefon, a tam… alert RCB. „Uwaga, możliwe gwałtowne burze z gradem”. Niedobrze. Do celu jeszcze co najmniej 17 kilometrów, a na niebie rzeczywiście zaczęły pojawiać się chmury. Próbowałam przyspieszyć… niestety mój organizm nie wyraził zgody i jeszcze się na mnie za to zemści…

Po 24 kilometrach dotarłam do zamku w Bydlinie. Tam, gdzie spodziewałam się zobaczyć ruiny stała… tabliczka, informująca, że dzieli mnie od nich 300 metrów pod górę. Przez głowę przemknęła mi szybka analiza. 300 metrów tam, 300 metrów z powrotem, plus spacer wokół ruin… to daje dodatkowy kilometr do już i tak długiego dystansu, jaki muszę pokonać. Goni mnie burza, a sił mam niewiele. Odpuściłam. Zamek Bydlin musi poczekać na kolejne spotkanie 🙂

Około 10 kilometrów przed końcem dnia szlak pokrył się piaskiem. Czy to pobliska Pustynia Błędowska się na niego wdziera? Być może… ale mogła sobie darować, bo nie dostarcza najmniejszej przyjemności 😉 Po 20 minutach usiadłam przy drodze, zrobiłam sobie żałośnie wyglądające selfie i napisałam do partnera, że mam dość i nie chcę już dalej iść…

Oto kiedy organizm zaczął się mścić za próby przyspieszenia kilka kilometrów wcześniej. Zaczął wymuszać na mnie odpoczynki co 2 kilometry, a burzowe chmury zbierały się coraz gęściej. Chciałam pędzić, biec lub chociaż szybko iść, żeby przed nimi uciec, a fizycznie nie dawałam rady… takie sytuacje na szlaku są trudne i uczą pokory wobec natury i zrozumienia dla własnego ciała.

Z peleryną w pogotowiu posłuchałam organizmu i odpoczywałam tyle, ile potrzebował. Snułam się przez lasy i pola, czytając w międzyczasie w Internecie, co robić podczas burzy w lesie… Teraz wiem, że trzeba poszukać jak najniżej położonego miejsca, najlepiej w krzakach bez drzew, pozbyć się metalowych przedmiotów i usiąść na plecaku lub położyć się w pozycji embrionalnej… oby nigdy Ci się ta wiedza nie przydała – tak jak na szczęście nie przydała się mnie.

Padać zaczęło dopiero, kiedy spomiędzy drzew zobaczyłam mury zamku Rabsztyn. Ostatnie kilkaset metrów pokonałam w deszczu, ale świadomość, że dotarłam bezpiecznie dodała mi energii. Z uśmiechem zadowolenia – i ulgi zameldowałam się w Zajeździe Podzamcze w Rabsztynie. Umyłam się, zjadłam obiad w pobliskiej restauracji i zrobiłam zakupy w żabce na kolejne dwa dni – czyli do końca szlaku! Kolejnego dnia była niedziela, więc nie spodziewałam się znaleźć otwartych sklepów – zresztą jak się później okazało w Woli Kalinowskiej w pobliżu noclegu, który wybrałam nie było żadnego sklepu, nawet zamkniętego 😉

Alternatywne rozplanowanie dnia: Na tym odcinku trudno o noclegi przy szlaku, dlatego wyszedł mi taki długi. Jeśli chcesz skrócić trasę, widzę kilka sensownych opcji:

  • Poprzedniego dnia wydłużysz trasę i będziesz spać w Pilicy, a na kolejny dzień zostawisz trasę Pilica – Rabsztyn (wtedy oba dni będą miały około 28 km),
  • Podzielisz ten dzień na dwie nierówne części (10 km + 27 km) z noclegiem w Pilicy.
  • Ruszysz z Podzamcza i zamiast w Rabsztynie zatrzymasz się na nocleg w miejscowościach Borek lub Golczowice. Wtedy trasa ma ok 27 km. Dystans na kolejny dzień wydłuża się wtedy o brakujące 10 km, więc możesz być zmuszony_a zmodyfikować go i nie spać w Woli Kalinowskiej, a nieco bliżej np. w Sułoszowej. Ku tej opcji skłaniałabym się idąc Szlakiem Orlich Gniazd po raz kolejny.
.

Dzień 5: Rabsztyn – Wola Kalinowska

25 km i 356 m przewyższenia / 26 km z zegarka z dojściem do noclegu, który był oddalony od szlaku o około 1,5 km

Czas z zegarka: 8h3min

Zamki i atrakcje po drodze: Zamek Pieskowa Skała

Obudziłam się „późno” jak na moje standardy na szlaku – dopiero o 6 🙂 Czułam się podejrzanie dobrze, nic konkretnego mnie nie bolało… ale spodziewałam się, że po ogromnym wysiłku poprzedniego dnia będę szła powoli.

I rzeczywiście, już po pierwszych kilku kilometrach wiedziałam, że to będzie dzień w żółwim tempie. Plecak ważył więcej – nie tylko realnie przez większą ilość jedzenia, ale i mentalnie, przez zmęczenie.

Miałam czas, aby spokojnie wsłuchać się w swoje ciało. Zatrzymywałam się co dwa kilometry na dziesięciominutowe postoje. Zdejmowałam buty i boso chodziłam po ściółce, leżałam na trawie z widokiem na pola… pomimo ogromnego zmęczenia cieszyłam się szlakiem i kontaktem z naturą. Przynajmniej przez pierwsze 13 kilometrów.

W miejscowości Zadole Kosmolowskie weszłam na drogę asfaltową i cywilizacja nie opuściła mnie już niemal do końca dnia. Droga ciągnęła się przez kolejne 4 kilometry, by przejść w… drogę asfaltową w budowie, czyli jeszcze gorzej 😉 Po 19 kilometrach dotarłam do miejscowości Sułoszowa. Po cichu liczyłam na otwartą budkę z lodami… i nie zawiodłam się! Lody włoskie czekały pod kościołem na wiernych, którzy uczestniczyli w mszy. Nie omieszkałam wykorzystać 🙂

Przez kolejne 3 kilometry szlak biegnie wzdłuż głównej drogi asfaltowej do Zamku Pieskowa Skała i maczugi Herkulesa. Nie wchodziłam do środka, bo od ostatniej wizyty minął mniej niż rok, opisałam ją tutaj:

Zamek w Pieskowej Skale. Jakie ciekawostki, legendy i historie wiążą się z zamkiem?

Przy Pieskowej Skale zeszłam z czerwonego szlaku na żółty, którym po 2 kilometrach dotarłam do noclegu w Willi Różanej w Woli Kalinowskiej.

Alternatywne rozplanowanie dnia: To dobrze rozplanowany dzień i niczego bym nie zmieniła. Modyfikacje będą konieczne jeśli skróciłeś_aś poprzedni dzień i nie spałeś_aś w Rabsztynie, tylko w Borkach lub Golczowicach. Wtedy polecam poszukać noclegu w Sułoszowej.

Dzień 6: Wola Kalinowska – Kraków

26 km wg mapy, 466 m przewyższenia / 28 km z zegarka

Czas z zegarka: 8h22 min

Zamki i atrakcje po drodze: Zamek Ojców i Ojcowski Park Narodowy

Ostatni dzień na Szlaku Orlich Gniazd zaczął się od… oklejania stóp plastrami. Pomimo najwygodniejszych butów na świecie, w których przebiegłam i przeszłam dosłownie tysiące kilometrów – po 5 dniach stopy cierpiały i domagały się wsparcia. Przykleiłam w sumie 6 plastrów i ruszyłam w drogę.

Na szlaku byłam kilka minut po 6 rano. Partner miał czekać na mnie w Krakowie około 14 i dziwnie szło się ze świadomością, że jestem już w drodze do domu!

Aby wrócić do Szlaku Orlich Gniazd najpierw odnalazłam szlak czarny. Prowadzi w większości przez gęste trawy, rosa przemoczyła mi buty… a jednocześnie przez poranne słońce parowała z traw i odegrała przede mną wspaniały spektakl i dała okazję do treningu mindfullness.

Po 3 kilometrach byłam z powrotem na czerwonym szlaku, a o 9 rano po 9 kilometrach zameldowałam się przy zamku w Ojcowie. Odczekałam kilka minut do otwarcia i choć zamek nie należy do moich ulubionych, zostawiłam plecak w kasie i weszłam do środka. Nie chciałam pomijać ostatniej warowni na szlaku 🙂

Zamek w Ojcowie. Jak wygląda zwiedzanie i czy warto?

Aż do Prądnika Korzkiewskiego, który minęłam po 16 kilometrach, szlak biegnie w Ojcowskim Parku Narodowym i cieszy oczy wspaniałymi formacjami skalnymi.

Ojcowski Park Narodowy – najpiękniejsze atrakcje na aktywny weekend.

Dalej spodziewałam się już tylko krakowskich przedmieści, czyli asfaltu przez miejscowości i osiedla… i miałam rację, ale nie na całej długości!

Szlak częściowo biegnie asfaltem, ale często schodzi na drogi przez pola. Niemiło zaskoczył mnie tylko remont (budowa osiedla?) po około 25 km marszu, zaledwie 3 kilometry przed końcem. Oznaczenia szlaku zniknęły, szłam według mapy i GPSa wymijając TIRy, maszyny i góry piasku. Nic tak nie zbija morale jak złe oznaczenie i konieczność kluczenia na ostatnich kilometrach, kiedy już myślałam, że witam się z gąską…

Na szczęście zagubienie trwało maksymalnie 15 minut i kilkaset metrów. Minęłam budowę, odnalazłam szlak i pędziłam w stronę końca szlaku. A raczej człapałam, stopy prosiły o przerwę, ramiona paliły…

Na ostatnim kilometrze wyszedł mi naprzeciw partner. Choć nie widzieliśmy się od tygodnia, nie miałam nawet siły na rozmowę. W milczeniu pokonaliśmy ostatnie kilkaset metrów szlaku. Kiedy zobaczyłam tablicę i czerwoną kropkę oznaczającą koniec… rozpłakałam się z emocji.

UDAŁO SIĘ! 

Przeszłam sama 180 kilometrów w 6 dni! Zrobiłam sobie najlepszy prezent na 30 urodziny. Choć emocje były nieco mniejsze niż przy Małym Szlaku Beskidzkim, łzy ciekły po policzkach jeszcze przez kilka minut.

Alternatywne rozplanowanie dnia: To dobrze rozplanowany dzień i niczego bym nie zmieniła.

Jeśli ten post Ci się spodobał, z pewnością spodoba Ci się też przewodnik „Śląskie do odkrycia”. W nim znajdziesz ponad 50 miejsc na wycieczkę jednodniową, weekend i urlop. Do tego kalendarium, rozdział z atrakcjami zimowymi… i wiele innych 🙂 Jedno jest pewne – już nigdy nie będziesz wahać się dokąd zabrać rodzinę i przyjaciół lub gdzie skierować się solo 🙂

Hej! Czy wiesz, że jeśli ten post był dla Ciebie pomocny, możesz mi postawić za niego kawę? Z góry dziękuję! 🙂 Choć zachęcam bardziej do zakupu przewodnika – dla mnie to ogromne podziękowanie i wsparcie, a dla Ciebie baza pomysłów na kolejne podróże!

Dorota
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zerknij na posty związane z Zamkiem w Ojcowie, Pieskową Skałą i Ojcowskim Parkiem Narodowym.

Jeśli planujesz zostać dłużej w Krakowie, sprawdź co zobaczyć na Starym Mieście i Kazimierzu. W zwiedzaniu pomoże Ci moja interaktywna mapa Krakowa 🙂

A jeśli masz ochotę na inny szlak długodystansowy, sprawdź relację z Małego Szlaku Beskidzkiego

A jeśli spodobał Ci się ten post, udostępnij go w swoich mediach społecznościowych lub prześlij osobie, z którą planujesz wyjazd 🙂 Zaobserwuj mnie też na Instagramie @weekendówka. Dzięki!! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *